wtorek, 13 maja 2014

Rozdział 4

Wstałam przez Louisa który bawił się moimi włosami , normalnie to okay ale na litość Boską jest rano !
(M):Nudzi ci się ?
(Lou):Nie tylko przyszedłem się pożegnać .
(M):Pożegnać !?-automatycznie wstałam i zobaczyłam jeszcze Liam'a,Niall'a,Harry'ego i Zayn'a w pokoju .
(Lou):Myszko ja jeszcze dzisiaj wrócę jedziemy tylko coś załatwić , góra dwie godziny i jesteśmy .
(M):Yhm...
(Lou):Do zobaczenia niedługo .-pocałował mnie w czoło i wyszedł razem z chłopakami .Spojrzałam na zegarek i zobaczyłam że jest już prawe 12 , wow to ile ja spałam ? Poleżałam jeszcze przez pół godziny w łóżku słuchając muzyki oczywiście przez słuchawki bo inaczej znowu byłaby afera . Wstałam , pościeliłam łóżko i poszłam się umyć oraz przebrać :
Nagle usłyszałam wielki huk dochodzący z dołu więc postanowiłam sprawdzić co to , zeszłam na dół i zobaczyłam że rodzice znowu się kłócą a ten huk spowodowało to że szafka kiedyś pełna talerzy leżała w kawałkach na ziemi .I tak jak chłopaki mówili wrócili dwie godziny później czyli właśnie teraz , stali w drzwiach i obserwowali . Mój tata szedł w stronę drzwi z torbami , czy on się wyprowadza ?!
(M):Tato !-krzyknęłam i do niego podbiegłam .
(tata):Hey córciu , posłuchaj ja muszę wyjechać na trochę i ..
(M):Nie tato nie zostawiaj mnie ! Nie opuszczaj mnie !-przytuliłam się do niego , puścił torby i mocno mnie przytulił i zaczął płakać .
(tata):Muszę ale zobaczymy się niedługo , obiecuje .-po tych słowach puścił mnie i wyszedł za drzwi , chciałam za nim pobiec ale złapał mnie Louis i do siebie przytulił .
(Lou):Ej sh... myszko .
(M):Ale o co chodzi ?
(mama):Dramatyzujesz Madeline , a ja znalazłam sobie kogoś lepszego niż twój ojciec . Więc wiesz z ciebie to i tak nic już nie będzie . I chciałam cię poinformować że przeprowadzi się tu dzisiaj mój nowy partner i masz się zachowywać .
(M):Słucham ?  Nienawidzę cię i tego twojego kochanka zasranego !
(mama):Coś ty powiedziała smarkulo ?!
(M):To co słyszałaś !-wykrzyknęłam a po chwili poczułam uderzenie w policzek , zachwiałam się i upadłam na ziemie .
(Lou):Co ty wyczyniasz ?!
(mama):Muszę nauczyć ją szacunku !
(M):Jesteś dla mnie nikim !-wykrzyknęłam w stronę matki i wybiegłam , Loui wołał mnie ale nie zareagowałam tylko pobiegłam do swojego pokoju .Zaraz za mną wbiegł Louis,Niall,Zayn,Liam i Harry .
(M):Ale czemu tata się wyprowadził ?-zaczęłam płakać a chłopaki patrzeli na siebie zakłopotani .
(Lou):No wiesz myszko , rodzice już nie czują do siebie..
(M):Nie chce tego słuchać !
(Harry):Maddy wiem co czujesz ,chodź tu do mnie - rozłożył ręce więc podeszłam do niego i się przytuliłam.
Zaczął głaskać mnie po głowie i mówić że wszystko będzie dobrze i że to nie koniec świata i że tak musiało być . Odsunęłam się od niego i powiedziałam:
(M):Jeżeli ten koleś chcę wojny to ją będzie miał .-uśmiechnęłam się szeroko przez łzy .
(Lou):Myszko nie wiem czy to dobry pomysł .
(M):Ale ja wiem Loui.
Zeszliśmy na dół bo miał przyjść ten koleś , mama coś tam kończyła gotować ale naglę poszła otworzyć drzwi więc dodałam do potrawy która miała być specjalnie dla niego ostrą papryczkę chili , podeszłam do stołu i wsypałam też trochę do jego napoju tak żeby chłopaki nie widzieli ale chyba wyczuwają że coś chcę zrobić bo szczerze się jak nienormalna .Po chwili do kuchni wszedł jakiś mężczyzna , miał na oko z trzydzieści lat , brązowe włosy i jakiś taki dziwny .Podszedł do mnie i wyciągnął dłoń .
-Jestem Mike , ty jesteś Maddy prawda ?-spojrzałam pogardliwie na niego i odpowiedziałam.
(M):Maddy mogą mówić do mnie tylko przyjaciele a ty nim nie jesteś .
(Mike):W każdym razie miło cię poznać .
(M):Komu miło temu miło .-odwarknęłam .
Usiedliśmy do stołu i zaczęliśmy jeść , ja nie mogłam niczego przełknąć i obserwowałam jak Mike podnosi widelec do swych ust i jest . Po paru sekundach zaczął kaszleć i zrobił się czerwony .
(Mike):Uaa... ostre -zaśmiał się i wypił naraz całą szklankę napoju który troszkę przyprawiłam .Zrobił się czerwony  i wybiegł z pokoju a ja zaczęłam się śmiać jak nienormalna . Po chwili chłopaki zaczęli śmiać się razem ze mną .
(mama):Misiaczku ! Poczekaj !-kiedy wybiegła za Mike'm przestaliśmy się śmiać .
(M):Och to dopiero początek .-wypiłam swoją cole i nic nie jedząc poszłam na górę .Po paru minutach dołączyli do mnie chłopaki .Postanowiliśmy że zagramy sobie w prawda albo wyzwanie , w pewnym momencie postanowiłam pójść na dół nalać nam soku .Zeszłam na dół i było tam cicho , weszłam do kuchni i zobaczyłam tam Mike'a który pił piwo przy blacie .Podeszłam do lodówki by zabrać sok pomarańczowy i kiedy zamknęłam lodówkę zobaczyłam przed sobą tego przyjeba .
(M):Czego ?
(Mike):No wiesz twojej mamy nie ma to może się zabawimy ?
(M):W twoich snach chyba !
(Mike):A ja bym wolał teraz.-podszedł do mnie i przycisnął mnie do szafki za mną , zaczął mnie dotykać wszędzie więc zaczęłam krzyczeć , uderzył mnie w twarz i upadłam na ziemie .
(Mike):Wstawaj suko !-pociągnął mnie za włosy aż pisnęłam .Usłyszałam szybkie kroki na schodach ale nie zdążyłam niczego więcej zarejestrować bo poczułam uderzenie pięści na moim nosie i poleciałam do tyłu , uderzając się tym samym głową w kant blatu . Mike zaczął mnie mocno kopać po brzuchu a ja coraz bardziej krzyczałam , w pewnym momencie nie poczułam następnego uderzenia tylko otworzyłam oczy i zobaczyłam że Louis rzucił się na tego całego Mike'a a chłopaki kiedy zobaczyli że leże na ziemi podbiegli do mnie .
(Harry):O Boże ! Louis !-Lou podbiegł do mnie z widocznym przerażeniem w oczach i uklęknął obok mnie .
(Lou):Jedziemy na pogotowie !
(M):Nie.-szepnęłam płaczliwie .Próbowałam wstać ale nie mogłam .
(Zay):Ale musimy tam pojechać Madds.
(M):Nie , proszę .-Znowu chciałam się podnieść ale tylko lekko drgnęłam i zaczęłam pluć krwią .
(Niall):Jedziemy !
(M):Nieee..-zapłakałam.Louis wziął mnie na ręce i wsiedliśmy do samochodu .
(Lou):Myszko usiądź na kolanach Hazzy .
(M):Po co ?
(Lou):No usiądź .-usiadłam na kolanach Hazzy tak że byliśmy teraz twarzą w twarz , uśmiechnął się lekko na co rozpłakałam się .Poczułam zimne palce Lou na skórze mojej głowy i pisnęłam .
(Lou):Nie wygląda to dobrze .-zaczęłam coraz bardziej płakać , Harry pocierał moje plecy a ja wtuliłam się w niego mocno . 
(M):Boli .
(Li):Już prawie jesteśmy .
*Perspektywa Louisa*
Maddy poszła po jakiś sok a ja z chłopakami zaczęliśmy rozmawiać o tej całej sytuacji , po chwili usłyszeliśmy krzyki Maddy . Szybko zbiegliśmy z chłopakami na dół do kuchni a tam zobaczyłem że ten cały kochanek matki kopie Maddy po brzuchu , nie myśląc dużo rzuciłem się na niego . Po chwili usłyszałem przerażony krzyk Hazzy więc odwróciłem się w jego stronę i zobaczyłem że Maddy leży cała we krwi , miała chyba jakąś ranę na głowie bo jej głowa leżała w kałuży krwi , z nosa leciała jej krew i to było straszne jak się tak skręcała z bólu . Podbiegłem do niej i pojechaliśmy do szpitala , oczywiście nie chciała ale nie zamierzałem jej słuchać .Podjechaliśmy pod szpital , Harry wziął ją na ręce i wbiegł do środka zwracając wszystkich uwagę na nas , natychmiast pobiegliśmy szukać jakiegoś lekarza i takim trafem trafiliśmy na izbę przyjęć . Harry położył Madds na jakimś łóżku i usiedliśmy blisko niej , podszedł do nas lekarz.
(lekarz):Witam , co się stało ?
(Lou):Właściwie to nie wiem ale została pobita przez kochanka naszej matki . Wiem brzmi dziwnie .
(lekarz):No dobrze , stłuczenia , otarcia,zadrapania,trzeba zatamować krwawienie a i zobaczyć tą ranę na głowie .-Lekarz podszedł do Maddy i obrócił jej głowę w drugą stronę , zaczął oglądać ranę a parę razy Maddy lekko syknęła z bólu . 
(lekarz):Rana do zszycia .
(M):Co !?-Maddy chciała zejść z łóżka ale ją powstrzymałem , podeszła do nas pielęgniarka która zrobiła jakiś zastrzyk Maddy kiedy ja z chłopakami trzymaliśmy ją . Po zastrzyku Maddy uspokoiła się .
(lekarz):Trzeba coś zrobić żeby się tak nie wyrywała i się uspokoiła .
(Lou):Da się zrobić .-podszedłem do Maddy i podniosłem tak że teraz siedziała na moich kolanach twarzą w twarz ze mną .
(Lekarz):No dobrze .
Lekarz rozłożył zasłonę i zaczął wyciągać narzędzia a Madds zaczęła się wiercić . 
(Lou):Sh.... myszko , spokojnie .-przytuliłem ją do siebie tak żeby lekarz miał dostęp do rany którą musi zszyć . Kiedy lekarz zakładał jej szwy , Maddy zaczęła płakać i zacisnęła pięści na mojej koszulce . 
(lekarz):Gotowe , niestety musimy pozostawić pacjentkę na obserwacje bo z urazami głowy nie ma żartów . 
Przydzielili jej sale na której miała być , Maddy zrobiono już opatrunek i leżała już w łóżku a my obok niej .
(M):Boli .
(Lou):Zaraz przestanie .
(M):Dziękujee....
(Niall):Idź spać i nie martw się .
(Harry):Kiedy się obudzisz już tu będziemy .
(M):Obiecujesz ?
(Harry):Tak , obiecuje .
(Lou):Dobranoc myszko .
(Zay):My już musimy lecieć ale ja dokładam się do obietnicy Hazzy .
Uśmiechnęliśmy się do Maddy i kiedy zasnęła wyszliśmy z sali .

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz